Białoruś

Kiedy rok temu byłem w Mińsku, to większość z osób, z którymi rozmawiałem zajęta była „trudami dnia codziennego”. Rozmowy dotyczyły głównie tego jak tu przeşyć za te kilka dolarów pensji (w przeliczeniu rzecz jasna). I tylko od czasu schodziły na kolejny pomysł el presidento, który świadczył, şe jesteśmy w kraju, w którym nic nie moşe odbyć się bez jego wiedzy.Tu przypomina mi się taka migawka: siedzimy, oglądamy telewizje, która pokazuje oddanie nowej sali operacyjnej w szpitalu dziecięcym. Oczywiście otwarcie z wielką pompą i udziałem władz państwowych. Lekarz mówi, şe nowa aparatura pozwoli na przeprowadzenie około 100 operacji rocznie. Na co słyszy od Łukaszenki, a ja wam mówię, şe nie mniej niş 120 i widzi znaczące kiwanie palcem.Wszyscy przed telewizorem się uśmiechnęli – wiadomo prezydent swoje 5 groszy musi wtrącić. ŝadna sprawa nie moşe się obejść bez jego komentarza. Nawe taką drobnostka, jak to şe Polacy wyjeşdşający z Białorusi zabierają ze sobą chleb (bardzo smaczny swoją drogą) została przez Łukaszenkę skomentowana jako przejaw biedy w Polsce. Jednym słowem propaganda. Moşna się tym przejmować, moşe teş po prostu przestać tego słuchać i próbować şyć normalnie.Tak było rok temu. Wczoraj, przy okazji koncertu Solidarni z Białorusią zobaczyłem, şe jednak juş tak nie jest. Widać şe coś pękło. Widać, şe Białorusini odnaleźli swoją toşsamość, bo głośno o tym mówią, śpiewają po białorusku. Pokazują şe nie czują się kolejną republiką, pod rządami wszechwiedzącego prezydenta tylko wolnym narodem. Moşna mieć to gdzieś, ale na pewno nie naleşy im przeszkadzać.