Piękaną zimę mieliśmy tegorocznej jesieni

biała zima bok

W Zakopanem wylądowaliśmy punktualnie o 8.04. Nocny pociąg pospieszny z Warszawy popularnie zwany "rzeźnią" przyjechał bez opóźnienia. Nie marnując czasu ruszyliśmy do Kuźnic, a stamtąd już w góry.

Tak jak było w planach do Murowańca szliśmy przez Jaworzynkę (żółtym szlakiem). I dobrze się stało, bo na tym szlaku mniej wieje. A wiatr był tego dnia mocny. Zresztą przez pozostałe dni również. Może to dlatego, że w tym roku w listopadzie, w Tatry zawitała prawdziwa zima. biała zima centrum Śniegu było po kolana, temperatura na minusie, no i jeszcze do tego wiatr. Tak więc z jesiennej Warszawy nagle znaleźliśmy się w środku zimy. Nic więc dziwnego, że po dojściu do Murowańca postanowiliśmy zakończyć na ten dzień "działalność" górską.

Następnego dnia, wyspani i wypoczęci mieliśmy ambitne plany aby dojść do schronu w 5stawach. A żeby było ciekawiej to droga miała prowadzić przez Zawrat (z Koziego Wierchu już dawno zrezygnowaliśmy). Szlak przed nami był już wydeptany, ale wiatr i śnieg co chwilę go zawiewały. Mimo to do Czarnego Stawu doszliśmy bez większych problemów. Zaczęły się one dopiero przy podejściu pod szczyt. Zadymka i mróz robiły się co raz większe. Nasza trasa zmieniała się powoli z przyjemnej wycieczki w ryzykowną zabawę w górach. W między czasie dogoniliśmy kilka osób, które wyszły wcześniej. Teraz szliśmy już w około 20 osobowej grupie. To jednak nie uchroniło nas od zgubienia szlaku. Na około 100m od szczytu (którego zresztą nie był widać) nik niem miał już sensownego pomysłu jak prowadzić, więc zdecydowaliśmy się zawrócić.

Droga na dół poszła nam już łatwiej i szybciej - wiadomo, dopomaga grawitacja. I tym sposobem, po 13 znaleźliśmy się znów w Murowańcu. Mojego urodzinowego szampana wypiliśmy w jadalni, a wieczór spędziliśmy na grze w chińczyka.

Tak szybko minęły te dwa dni, że już trzeba było wracać. Tym razem na zejście wybraliśmy szlak niebieski z Murowańca do Kuźnic. W przewodnikach piszą, że mocniej na nim wieje. Faktycznie tak było, zwłaszacza na odcinku, który prowadzi granią. Jednak to w porównaniu z tym, co przeszliśmy dzień wcześniej, to zejście było przyjemną wycieczką. Zresztą, potem już w Zakopanem, przy grzanym piwku, wszystko co przeszliśmy wydawało nam się przyjemną wycieczką. Ale nie oszukujmy się zima w góra to naprawdę poważna sprawa.

Podsumowując:
Byliśmy w górach trzy dni (09,10,11 listopad 2002),
żadnego z planów (no poza noclegiem w Murowańcu) nie zrealizowaliśmy,
piękna zima była w górach tej jesienie,
a internet dostępny jest jedynie w Zakopanem.

autor: Marek Słowiński
Warszawa, listopad 2002


zapis całego wyjazdu - markowy.blog.pl